Biuro tłumaczeń jako zleceniodawca

Biura tłumaczeń to dla większości początkujących tłumaczy pierwsi pracodawcy. Ten etap kariery zazwyczaj kojarzy nam się z niskimi stawkami, trudnościami w komunikacji z przedstawicielami biura oraz umiarkowanie korzystnymi warunkami współpracy. Czy musi tak być? Czy każde biuro tłumaczeń to tylko przeszkoda stojąca między tłumaczem a klientem?

Zdecydowanie nie. Istnieją na rynku biura, które dbają o wysoką jakość świadczonych usług oraz zapewniają tłumaczom uczciwe warunki współpracy. Pełnią również rolę koordynatorów, umożliwiają sprawną komunikację tłumaczy z klientami oraz zapewniają dodatkowe wsparcie korektorskie i informatyczne. Jak więc odróżnić dobre biura od kiepskich? Na co zwrócić uwagę poszukując zleceń od pośrednika? Swoje przemyślenia i doświadczenia w tej kwestii prezentuję poniżej.


Kryteria pozacenowe

Biuro tłumaczeń, jak każdy pośrednik, agencją charytatywną nie jest i jakoś zarobić musi. Pamiętajmy, że klienci nie biorą się znikąd – biura wydają spore pieniądze na marketing i pozycjonowanie. Ponoszą również koszty związane z wynajmem lokalu, zatrudnieniem osób kontaktujących sie z klientami i tłumaczami, korektorów, informatyków itp. Nie miejmy im więc za złe, że otrzymywana przez nas stawka jest niższa niż ta, którą proponują klientom. Są jednak pewne granice.

Jeśli mimo odpowiedniego wykształcenia, doświadczenia oraz dobrze przetłumaczonego tekstu próbnego biuro nadal proponuje nam stawkę na poziomie 20 zł za stronę, nie warto nawiązywać z nim współpracy. Czasem możemy usłyszeć, że to tylko „na okres próbny”, nie należy jednak się na to nabierać – bardzo ciężko będzie nam zmienić raz ustaloną stawkę. Co więcej, takie biura są przyzwyczajone do dużej rotacji tłumaczy, dlatego może się okazać, że korzystniej będzie im znaleźć kogoś na nasze miejsce, niż podnieść nam stawkę.
Warto również pamiętać, że stawka za tłumaczenie powinna ulegać zmianie w zależności od specyfiki zlecenia – np. za tłumaczenia specjalistyczne czy ekspresowe powinniśmy otrzymywać dodatkowe wynagrodzenie. Jeśli umowa z biurem nie wspomina o takich okolicznościach, zdecydowanie warto zwrócić na to uwagę, bo po jej podpisaniu może być już za późno.

No dobrze, ale co z początkującymi tłumaczami, którzy nie mają doświadczenia wymaganego przez większość renomowanych biur? Jeśli faktycznie nie mamy wyjścia i musimy podjąć pracę za niską stawkę w celu zdobycia jakiegokolwiek doświadczenia, to wybierzmy przynajmniej takie biuro, które będzie każdorazowo wykonywało korektę naszych tekstów oraz, co niezwykle ważne, zapewniało nam wgląd we wprowadzone poprawki. Dzięki temu nie tylko nabijamy licznik przetłumaczonych stron, ale także doskonalimy warsztat – oczywiście pod warunkiem, że korektę wykonuje profesjonalista.

Mimo wszystko warto również pamiętać, że za niskimi stawkami na rynku stoją osoby, które godzą się za nie pracować. Prestiż naszego zawodu oraz kondycja rynku tłumaczeń w dużej mierze zależy przecież od nas.


Uczciwe warunki współpracy

Jeśli biuro tłumaczeń na swojej stronie internetowej pisze, że 1 strona rozliczeniowa to 1600 znaków ze spacjami, a przy rozliczeniach z tłumaczami używa strony liczącej 1800 znaków, to chyba coś tu nie gra. Tak samo w przypadku korekty – niektóre biura dumnie piszą, że każdy tekst przechodzi n-stopniową korektę (czasem w wykonaniu nativa), a w rzeczywistości wcale jej nie zapewniają. Cała odpowiedzialność za ewentualne reklamacje ciąży wtedy na tłumaczach.

Warto zwrócić też uwagę na tak zwane klauzule o zakazie konkurencji. Bardzo często biura zakazują nam współpracy z klientami biura w czasie trwania umowy oraz przez X lat po jej zakończeniu. Na pierwszy rzut oka nie wydaje się to dziwne – biuro chce utrzymać klientów, na których pozyskanie wydało pieniądze. Problem polega na tym, że jako tłumacze nie znamy wszystkich firm, z którymi współpracuje biuro, dlatego warto poprosić o doprecyzowanie tego zapisu. Powinien on stwierdzać, że nie możemy podejmować współpracy tylko z tymi klientami biura, od których zlecenia zostały nam powierzone. Może to lekka paranoja, ale mam w zwyczaju interpretować umowy na swoją niekorzyść, żeby uniknąć w przyszłości przykrych niespodzianek.

Najogólniej rzecz biorąc warto dokładnie przeanalizować tekst umowy, szczególną uwagę zwracając na przyjmowane zobowiązania oraz wszelkie kary umowne. Nie jest to może stwierdzenie specjalnie odkrywcze, ale nie należy bezrefleksyjnie podpisywać wszystkiego, co zostanie nam przesłane. Jeśli mamy jakiekolwiek wątpliwości, prośmy o wyjaśnienie, konsultujmy i próbujmy negocjować.


Znajomość branży

Może się to wydawać dziwne, ale na polskim rynku istnieją biura, w których nie pracuje na stałe ani jeden tłumacz. Osoba dysponująca odpowiednim kapitałem początkowym zleca stworzenie i wypozycjonowanie strony, zatrudnia osoby do wykonywania telefonów i pisania maili, buduje bazę tłumaczy-freelancerów o możliwie najniższych stawkach i liczy na to, że jakoś to będzie. Prawda, że proste? Sam miałem kiedyś wątpliwą przyjemność współpracować z takim biurem z Poznania – nazwy z litości nie wymienię.

Jakie to ma znaczenie dla współpracujących z biurem tłumaczy? Nie chodzi mi tu nawet o wpływ takiego podejścia na rynek tłumaczeń i prestiż zawodu, bo ten temat był już wałkowany setki razy i jest to oczywiste. Postaram sie zobrazować problem przykładem: „Panie Jakubie, jak Pan wyceni to szkolenie (sic!) na S, o którym niedawno rozmawialiśmy?”. Zakładam, że tej pani chodziło o tłumaczenie symultaniczne… Pojęcia nie mam, skąd wzięło się jej to szkolenie, ale to nieistotne. Pozostaje jednak pytanie – w jaki sposób od takiej osoby uzyskać jakiekolwiek sensowne informacje na temat zlecenia, które mamy wycenić/wykonać? Czy taka osoba jest w stanie zapewnić nam odpowiednie warunki pracy (np. organizując tłumaczenie symultaniczne na konferencji) lub wyegzekwować materiały potrzebne do przygotowania merytorycznego? Musimy pamiętać, że współpracując z biurem zazwyczaj nie będziemy mieli możliwości skontaktowania się z klientem bezpośrednio i to od naszego pośrednika będzie zależało, jak sprawna będzie komunikacja.

Inny przykład? „Panie Jakubie, mamy do tłumaczenia taki tekst, chyba coś o sporcie”. Obrazek u góry strony rzeczywiście przedstawiał biegacza w bloku startowym, jednak była to metafora dynamicznego rozwoju firmy, której dotyczył dokument. O sporcie nie było tam oczywiście ani słowa…

Nie chodzi o to, żeby telefony w biurach obsługiwali tłumacze AIIC-u, ale znajomość podstawowych pojęć i specyfiki branży oraz świadomość tego, jakich informacji tłumacz potrzebuje do wyceny zlecenia to w moim odczuciu absolutne minimum. Mówiąc krótko, jeśli biuro nie chce zapewnić nam bezpośredniego kontaktu z klientem (np. w celu uzgodnienia specjalistycznej terminologii, szczegółów zlecenia ustnego itp.), to powinno być w stanie skutecznie w takiej komunikacji pośredniczyć. W przeciwnym wypadku może dojść do nieporozumień, za które niestety w większości przypadków zostaniemy obarczeni winą.


Wsparcie IT

Nie każde tłumaczenie to tekst w pliku .doc. Wielokrotnie miałem wątpliwą przyjemność realizować zlecenia, przy których tłumaczenia było niewiele, a większość czasu pochłaniało np. formatowanie dokumentu. Jeśli biuro jest skłonne zapłacić za te czynności, a my posługujemy się komputerem dostatecznie dobrze, możemy pokusić się o samodzielne wykonywanie OCR-ów, formatowania czy obróbki graficznej. Jeśli nie, zapewnienie odpowiedniego wsparcia informatycznego jest obowiązkiem biura. Moim zdaniem absolutnym minimum jest przesyłanie przez biuro plików w formie umożliwiające przynajmniej komfortowe dokonanie wyceny. W przeciwnym wypadku może okazać się, że czas spędzony na doprowadzaniu do stanu używalności niewyraźnych skanów pójdzie na marne, ponieważ zlecenie i tak dostanie ostatecznie ktoś inny.


Wpis wyszedł dość długi, ale temat jest ważny i często poruszany przez moich studentów w czasie zajęć. Zapewne temat nie został w pełni wyczerpany, ale w moim odczuciu zastosowanie się do powyższych wskazówek pozwoli osobom rozpoczynającym pracę w zawodzie tłumacza znaleźć już na początku wartościowego pracodawcę i uniknąć niepotrzebnych wpadek.